Wywiady
Fotoreportaże
Filmy


Historia klubu
Sala Chwały
Sukcesy
Kędzierzyński Panteon Sławy
Skład
Nasi zawodnicy
Grali u nas
Trenerzy ZAKSY
Ciekawostki
Hala Azoty


Terminarz 2018/19
Tabela 2018/19
Sezon 2017/18
Sezon 2016/17
Sezon 2015/16
Sezon 2014/15
Sezon 2013/14
Sezon 2012/13
Sezon 2011/12
Sezon 2010/11
Sezon 2009/10
Sezon 2008/09
Sezon 2007/08
Sezon 2006/07
Sezon 2005/06
Sezon 2004/05
Medalisci MP


Puchar Polski 2019
Puchar Polski 2018
Puchar Polski 2017
Puchar Polski 2016
Puchar Polski 2015
Puchar Polski 2014
Puchar Polski 2013
Puchar Polski 2012
Puchar Polski 2011
Puchar Polski 2010
Puchar Polski 2009
Puchar Polski 2008
Puchar Polski 2007
Puchar Polski 2006
Puchar Polski 2005
Zdobywcy PP


Liga Mistrzów 18/19
Liga Mistrzów 17/18
Liga Mistrzów 16/17
Puchar CEV 14/15
Liga Mistrzów 13/14
Liga Mistrzów 12/13
Liga Mistrzów 11/12
Puchar CEV 10/11
Puchar CEV 09/10


O nas
Wygaszacze ekranu
Puzzle
Tapetki na pulpit
Galeria
Karykatury
Zawodnik miesiaca
Sondy

"Jesteśmy mocniejsi"

Mateusz Bieniek o sobie i ZAKSIE





"Przegląd Sportowy": Zdobycie mistrzostwa świata podnosi pana wartość. Jest pan obecnie lepszym zawodnikiem?
Mateusz Bieniek: Na pewno moja pewność siebie wzrosła. Długo czekałem na ten sukces. Wreszcie się udało. Sportowo też zrobiłem krok do przodu. Praca z Vitalem Heynenem dużo mi dała.

"Przegląd Sportowy": Dziwnie to brzmi że długo pan czekał. Tak jakby miał pan przynajmniej dziesięć lat więcej, a nie 24, i żadnych sukcesów. A przecież debiutował pan w kadrze narodowej w 2015 roku, po drodze zdobywając brązowy medal Pucharu Świata.
M.Bieniek: Trochę niefortunnie się złożyło, bo dołączyłem do reprezentacji po zdobyciu złotego medalu mistrzostw świata, a potem było pasmo przegranych. Nie jest łatwo przyjeżdżać co wakacje na zgrupowania kadry po kolejnych niepowodzeniach. Teraz ten sukces nas uskrzydli.

"Przegląd Sportowy": Podczas MŚ głośno zrobiło się o panu, gdy wraz z Michałem Kubiakiem mieliście zostać ukarani grzywną po 700 euro za ominięcie strefy wywiadów. Zapłaciliście?
M.Bieniek: Żadnej kary nie było. Bułgarzy chcieli nas wyprowadzić z równowagi przed meczem z ich reprezentacją. Na drugi raz niech się skoncentrują na sprawach organizacyjnych, bo mają sporo do poprawy w tym względzie.

"Przegląd Sportowy": Po mistrzostwach świata byliście gośćmi najwyższych władz, panu zgotowano też huczne powitanie w rodzinnej Blachowni. To wszystko uzmysłowiło panu skalę sukcesu?
M.Bieniek:: Na pewno już dotarło do mnie, że jestem mistrzem świata. Te wszystkie zaszczyty i odznaczenia cieszą, bo widać, że ludzie doceniają nasz sukces, wielki sukces polskiej siatkówki. Mam nadzieję, że na tym nie poprzestaniemy i zespół będzie się rozwijał, bo ma wielki potencjał.

"Przegląd Sportowy": Czuje pan większą popularność?
M.Bieniek: Nie aż tak bardzo. Gdy idę ulicą, ludzie patrzą, ale rzadko podchodzą. Zdarza się, że ktoś poprosi o autograf lub zdjęcie. Jest spokojnie.

"Przegląd Sportowy": Niedługo zaczniecie walkę w Lidze Mistrzów z włoskimi potentatami z Modeny i Civitanovy. Ucieszył się pan po losowaniu?
M.Bieniek: Cieszę się, że nie trafiliśmy na rosyjskie zespoły, bo uniknęliśmy ciężkich i długich podróży. Od strony marketingowej to super grupa, ale od strony sportowej bardzo trudna. Lube Civitanova to jeden z najlepszych zespołów na świecie, w tym roku zajął drugie miejsce w Lidze Mistrzów przegrywając tylko z Zenitem Kazań, a i Modena nie jest słaba. Ma Iwana Zajcewa, Micaha Christensona i Bartosza Bednorza. Mimo to stać nas na wyjście z tej grupy.

"Przegląd Sportowy": Z Lube przegraliście w półfinale Ligi Mistrzów, a wcześniej w klubowych mistrzostwach świata.
M.Bieniek: Dwa razy przegraliśmy, ale nawiązaliśmy równą walkę. Mam nadzieję, że teraz my wygramy, bo ZAKSA jest mocniejsza niż rok temu.

"Przegląd Sportowy": Tym bardziej że to Kędzierzyn ma trzech mistrzów świata, a nie Modena albo Civitanova.
M.Bieniek:: No właśnie. Nie ma czego się bać. Po losowaniu wysłałem sms do Bartka Bednorza: "Sorry, ale z grupy nie wyjdziecie. Zostaje wam tylko walka o mistrzostwo Włoch".

"Przegląd Sportowy": Ma pan 210 cm wzrostu, zakłada pan spodnie rozmiaru 38, buty 49,5 i koszule XXXL. Gdzie pan to wszystko kupuje?
Mateusz Bieniek: Na pewno nie w sklepach stacjonarnych. Wszystko zamawiam przez internet. Kiedyś był z tym problem, ale obecnie już nie ma.

"Przegląd Sportowy": Chodzenie po sklepach ma pan więc z głowy. A jak wyglądają obowiązki domowe?
M.Bieniek: Najbardziej nie cierpię gotować. Mogę pozmywać, nawet to lubię. Najgorszą karą dla mnie jest przygotowanie jakiegoś dania. Moja dziewczyna gotuje i dobrze to robi. A jeśli jej nie ma, wychodzę zjeść na miasto.

"Przegląd Sportowy": Kiedyś wspominał pan, że chętnie zagrałby w zagranicznym klubie. Kiedy to nastąpi?
M.Bieniek: W Kędzierzynie mam jeszcze kontrakt na ten sezon. Nie zamykam się na oferty. Jeśli będzie dobra sportowo i zadowalająca finansowo, mogę jechać w świat. Zobaczymy, jak będzie za kilka miesięcy. Na razie jednak koncentruję się na grze w Kędzierzynie i chcę jak najwięcej zdobyć z ZAKSĄ.

"Przegląd Sportowy": Podobno koledzy czasami wołają na pana Visotto.
M.Bieniek:: Kiedyś zaatakowałem ze skrzydła i powiedziałem, że zrobiłem to jak Leandro Visotto. Zresztą w Kielcach miałem kilka meczów jako atakujący. A poza tym w sumie jesteśmy chyba trochę podobni. No i ta ksywka mi została.

Źródło: "Przegląd Sportowy"
Rozmawiała:R.Opiatowski