Wywiady
Fotoreportaże


Historia klubu
Sukcesy
Kędzierzyński Panteon Sławy
Skład
Nasi zawodnicy
Grali u nas
Trenerzy ZAKSY
Ciekawostki
Hala Azoty


Terminarz
Tabela
Sezon 2013/14
Sezon 2012/13
Sezon 2011/12
Sezon 2010/11
Sezon 2009/10
Sezon 2008/09
Sezon 2007/08
Sezon 2006/07
Sezon 2005/06
Sezon 2004/05
Medalisci MP


Puchar Polski 2015
Puchar Polski 2014
Puchar Polski 2013
Puchar Polski 2012
Puchar Polski 2011
Puchar Polski 2010
Puchar Polski 2009
Puchar Polski 2008
Puchar Polski 2007
Puchar Polski 2006
Puchar Polski 2005
Zdobywcy PP


Puchar CEV 14/15
Liga Mistrzów 12/13
Liga Mistrzów 11/12
Puchar CEV 10/11
Puchar CEV 09/10


O nas
Wygaszacze ekranu
Puzzle
Tapetki na pulpit
Galeria
Zawodnik miesišca
Sondy

"Trzeba mieć marzenia"-

Sebastian Świderski o tym, co było i co przed nim

FRAGMENTY



"Jeśli ktoś chce coś osiągnąć w życiu, to musi iść do przodu, musi walczyć z przeciwnościami" - o przeciwnościach, czyli kontuzjach, ale nie tylko, opowiada, już jako drugi trener ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, Sebastian Świderski.

Edyta Dryja: Po kontuzji wraca się silniejszym czy słabszym?
Sebastian Świderski: Na pewno jest się silniejszym, po drugie wie człowiek, co przeżył, jak ciężką pracę włożył w to, żeby wrócić do sportu, do uprawiania wyczynowo jakiejkolwiek dyscypliny, więc zdaje sobie sprawę, jak wiele pracy to kosztuje i tym bardziej cieszy się z sukcesu, jakim jest powrót na boisko. Każdy po kontuzji jest dużo mocniejszy niż przed kontuzją, przynajmniej psychicznie.

E. Dryja:A czy to podniesienie się psychiczne po kontuzji wpływa jakoś na grę, na zachowanie na boisku?
S. Świderski: Tak, na pewno też. Człowiek jest wtedy pewniejszy, pewniejszy swoich umiejętności, pewniejszy siebie i zna swoją wartość. Wie, na ile go stać, wie, że w trudnych momentach może liczyć na siebie, że walczył, pokonał kontuzję, więc rywal po drugiej stronie siatki, czy generalnie jakikolwiek rywal, jeśli chodzi o inne dyscypliny sportu, to też jest tylko i wyłącznie człowiek. Jeżeli ta kontuzja jest dosyć ciężka, to wtedy dużo łatwiej się gra przeciwko "tylko" człowiekowi.

E. Dryja: Co się myśli w pierwszej chwili? Gdy wie się, że źle się upadło i czuć ten ból w kolanie, kostce...
S. Świderski: To zależy jaki to ból jest. Jeżeli się na przykład kręci staw skokowy, to jest jeden ból, jeżeli coś innego się dzieje, zrywa się mięsień Achillesa czy więzadła krzyżowe, to jest to zupełnie inny ból. To zależy od bólu, od tego jaka kontuzja. Ból zawsze jest zbliżony do siebie, natomiast różne są myśli. Człowiek jest przyzwyczajony do tego typowego skręcenia stawu skokowego, więc zdaje sobie sprawę, że to jest kontuzja niegroźna, po której po tygodniu, dwóch, trzech wraca się do normalnego funkcjonowania. Natomiast jeżeli to jest ból, z którym się nigdy nie miało styczności, pierwszy raz się coś takiego przeżywa, to wtedy różne myśli są. Ja przy pierwszej poważnej kontuzji, czyli przy zerwaniu Achillesa miałem jedne myśli i to był bardziej znak zapytania, co się stało, dlaczego akurat tak mnie zabolało i z jakiego powodu. Natomiast przy drugiej kontuzji, przy zerwaniu mięśnia czworogłowego to krążyła tylko i wyłącznie jedna myśl, że to już jest koniec, koniec mojej kariery i co wtedy, i co dalej. To były dwie takie różne, skrajne myśli, ale to są takie pierwsze wrażenia, później, gdy człowiek może analizować jakieś różne przemyślenia, dochodzi do wniosku, że jednak warto wrócić na boisko, że warto walczyć, warto ciężko pracować, rehabilitować się, bo jednak jak ktoś kocha sport to dla niego za wszelką cenę wrócić.

E. Dryja: Co było tym czynnikiem, który najbardziej "przyciągał" Pana z powrotem na boisko? Sama miłość do siatkówki czy może zdobycie tego upragnionego złota olimpijskiego?
S. Świderski: (śmiech) Nie, generalnie ja kocham siatkówkę, kocham ten sport, tę zabawę, bo ja to ciągle traktuję jako hobby, jako zabawę. Fakt, że mogłem ją dalej uprawiać, wystarczył, to nie to, że chciałem osiągnąć coś, coś komuś udowodnić. To mnie zawsze bawiło, zawsze czerpałem z tego ogromną radość, radość życia, to był mój sens życia i dlatego po każdej kontuzji chciałem za wszelką cenę wrócić i zrobiłem wszystko, żeby wrócić na boisko.

E. Dryja: Mówi Pan, że nie chciał Pan nikomu nic udowodnić, ale dużo osób mówiło, że Świderski powinien już skończyć karierę, a on jeszcze walczy o miejsce w reprezentacji, nie chciał im Pan pokazać, że jeszcze da Pan radę?
S. Świderski: Nie, nie, ja nie lubię nikomu nic udowadniać, bo już bym dawno musiał zacząć. Natomiast są, niestety na tym świecie, nie tylko w Polsce, ale na całym świecie, ludzie, którzy zawsze będą przeciwni, którzy zawsze będą robić pod górkę, którzy będą przeszkadzać. To niestety ludzka zazdrość i nieżyczliwość. Ja już się z tym pogodziłem i ja z wiatrakami nie lubię walczyć, bo zawsze tak będzie. To tak jak ktoś powiedział, że nikomu nie jesteśmy w stanie dogodzić w stu procentach, także ja się z tym zgadzam i przyjmuję to jako porządek codzienny. Musi być zawsze ktoś, kto cię dodatkowo nawet nakręca, bo czasem tacy właśnie nieżyczliwi ludzie powodują dodatkowe emocje, dodatkowe pokłady sił, które są wydobywane, może nie, żeby coś udowodnić, ale to jest taka pozytywna mobilizacja. Także tacy ludzie też są potrzebni.

E. Dryja: Zespół Dżem śpiewał, że "w życiu piękne są tylko chwile", myśli Pan, że to prawda, czy może jest na odwrót, że życie jest piękne, a tylko chwile są takie nieciekawe?
S. Świderski: Ja powiem tak, życie jest piękne, chwile też są piękne, ale przede wszystkim trzeba mieć marzenia. Jeżeli się ma marzenia to ma się jakiś cel w życiu, bo jeżeli nie ma się tych marzeń i do czegoś się nie dąży to popada się w taką stagnację, marazm i się nie rozwija. Wiadomo, jeśli ktoś chce coś osiągnąć w życiu to musi iść do przodu, musi walczyć z przeciwnościami i musi się rozwijać. Także ja jestem raczej typem człowieka, który zawsze marzy i stara się te marzenia spełniać, więc chwile są tylko i wyłącznie dodatkiem do tego, aby do tych marzeń dążyć.

Edyta Dryja: Pana marzeniem było złoto olimpijskie, a już, niestety, nie uda się tego osiągnąć. Nie czuje Pan, że jakiejś szansy się nie wykorzystało?
Sebastian Świderski: Ostatnio rozmawiam dużo z wieloma osobami, między innymi z tymi starszymi zawodnikami i jednogłośnie stwierdziliśmy, że, niestety, urodziliśmy się dziesięć lat za wcześnie. Ale z drugiej strony, gdyby nie było takiego przełomu, gdyby może ten ''77 rocznik nie zdobył tego mistrzostwa świata juniorów, mistrzostwa Europy juniorów, gdyby nie została wprowadzona Liga Światowa do Polski, między innymi dla nas, żebyśmy mogli się rozwijać, to nie wiadomo, czy siatkówka by się rozwinęła do tego stopnia, do tego miejsca, w jakim jest teraz. Więc z jednej strony na pewno żałujemy, z drugiej strony czujemy się takimi skautami, prekursorami tego, co się dzieje w tym momencie w Polsce i jaki jest boom na tą siatkówkę. Z jednej strony wielka radość, z drugiej jednak ta nutka przykrości albo raczej smutku jest, że my jesteśmy gdzieś z boku, że już nie uczestniczymy w tym aktywnie, tak jakbyśmy chcieli, bo praktycznie wszyscy, jak jeden mąż, stwierdziliśmy, że fajnie by było w Katowicach, wrócić do tej naszej mekki siatkówki, wyjść i rozegrać jeszcze jedno spotkanie. To marzenia, ale może kiedyś się zrealizują, może rozegramy jakiś mecz, jak teraz grają nasi oldboje, może kiedyś zagramy takie spotkanie w Katowicach, ale to są już takie marzenia przyszłości.

E. Dryja:A czy jeśli siatkarze zdobędą teraz medal w Londynie to będzie Pan czuł, że jest w tym jakaś zasługa Pana i całego rocznika "77"?
S. Świderski: Nie, nie będę. Ja nie jestem człowiekiem takim jak niektórzy. Ostatnio coraz częściej się z tym spotykam, ponieważ jestem po tej drugiej stronie barykady, widzę, co się dzieje poza boiskiem. Niestety, coraz częściej widać, że jednak zawiść, szczególnie w Polsce, jest bardzo duża i często spotyka się coś takiego, że jeżeli ja nie mogę mieć, to zrobię wszystko, żeby ten ktoś, co jest obok, też nie miał. Ja jestem raczej typem takiego człowieka, że jeżeli siatkarze będą wygrywać, będą zdobywać medale, najwyższe cele to siatkówka będzie istniała w Polsce, będzie zawsze na wysokim poziomie, wtedy wszyscy powinniśmy być zadowoleni, wszyscy, którzy kochają tą siatkówkę i się nią zajmują. Ja będę im bardzo mocno kibicował, bardzo mocno będę trzymał za nich kciuki, żeby osiągnęli sukces. A czy kiedyś ktoś powie, że to między innymi my wywalczyliśmy ten medal to będzie mi bardzo miło. Na tą chwilę niech jadą, niech walczą, niech wygrywają.

E. Dryja: Wierzy Pan, że zdobędą złoto?
S. Świderski: Nie, nie odbieram tego w ten sposób. To co było chcemy zostawić za sobą. Poprzedni sezon był taki, jaki był. Został oceniony raczej negatywnie, ponieważ po trzech finałach dwa lata temu, jednak włodarze klubu liczyli na to, że chociaż jeden tytuł osiągniemy. Niestety nie udało się, co więcej, w sumie wywalczyliśmy tylko jeden medal na sam koniec, brązowy, a to jednak jest za mało dla tego klubu. Następny sezon to będzie nowa historia, nowe wyzwania, nowi ludzie, nowy klub, ponieważ budujemy, tworzymy coś nowego. Także nie, nie obawiam się, ponieważ sam to teraz tworzę i będzie mi dużo łatwiej później w przyjęciu krytyki. Zobaczymy. Mam nadzieję, że będzie dużo lepiej, dużo normalniej i ten klub będzie również działał, nie tylko sportowo, ale także pozasportowo.

E. Dryja: Przechodząc troszkę na nasze polskie podwórko, mówił Pan o tej zawiści, nie czuje Pan jakiejś presji na ZAKSIE? Bo jednak ten sezon w pewnym momencie był bardzo nieudany, między innymi przez kontuzje. Nie boi się Pan, że teraz może się coś podobnego stać?
S. Świderski: (śmiech) Nie, generalnie ja kocham siatkówkę, kocham ten sport, tę zabawę, bo ja to ciągle traktuję jako hobby, jako zabawę. Fakt, że mogłem ją dalej uprawiać, wystarczył, to nie to, że chciałem osiągnąć coś, coś komuś udowodnić. To mnie zawsze bawiło, zawsze czerpałem z tego ogromną radość, radość życia, to był mój sens życia i dlatego po każdej kontuzji chciałem za wszelką cenę wrócić i zrobiłem wszystko, żeby wrócić na boisko.

E. Dryja: Właśnie, był problem z dwoma klubami kibica i ogólnie relacje zawodników z kibicami nie były dobre, teraz to się zmieni?
S. Świderski: Zobaczymy. Niestety, te kluby kibica to są takie twory, na które nie mamy za bardzo wpływu. Nie możemy, nie chcemy zabraniać ludziom przychodzić na halę i kibicować. Dlatego też apelujemy i będziemy apelować, żeby to był doping dla jednej drużyny, jednej grupy kibiców. A czy to będzie klub kibica A, klub kibica B, będą siedzieć po przeciwnej stronie to już jest mniejszy problem, oby tylko nie kibicowali, nie robili czegoś przeciwko sobie, bo tego na pewno nie będziemy tolerować. Natomiast jeśli chodzi o to, jak budujemy ten zespół, jak będzie funkcjonował klub w stosunku do kibiców, to według mnie już zaczęliśmy, już zrobiliśmy pierwszy krok w tym dobrym kierunku i wierzę, że będzie tak, jak dziesięć, dwanaście lat temu, kiedy ja byłem w Kędzierzynie, kiedy zdobywaliśmy złote medale i kiedy doping był wzorem dla innych kibiców.

E. Dryja: Ma Pan aspiracje, żeby zostać pierwszym trenerem, najpierw na przykład ZAKSY a potem może reprezentacji?
S. Świderski: (śmiech) Śmieję się, bo ostatnio w rozmowie z Krzyśkiem Wanio do magazynu siatkówki, zadał mi właśnie to samo pytanie, czy widzę siebie w roli pierwszego trenera w reprezentacji w 2020 roku na Igrzyskach Olimpijskich. Zaczęliśmy się z tego śmiać. Powiem to, co tam. Nie wybiegam tak daleko do przodu. W tej chwili muszę się doszkolić, muszę zdobyć przede wszystkim doświadczenie jako trener, bo prowadzenie zespołu to jest jedno, stanie gdzieś z boku, analizowanie to jest drugie, a granie na boisku to jest zupełnie coś innego. Potrzebuję tego doświadczenia, potrzebuję tego czasu, a co będzie za rok, dwa, trzy - zobaczymy. Mam nadzieję, że będę się rozwijał i, przede wszystkim, że współpraca z zawodnikami będzie na tyle owocna, że będą wszyscy zadowoleni.

Źródło: m-volley.pl