Wywiady
Fotoreportaże
Filmy


Historia klubu
Sala Chwały
Sukcesy
Kędzierzyński Panteon Sławy
Skład
Nasi zawodnicy
Grali u nas
Trenerzy ZAKSY
Ciekawostki
Hala Azoty


Terminarz 2018/19
Tabela 2018/19
Sezon 2017/18
Sezon 2016/17
Sezon 2015/16
Sezon 2014/15
Sezon 2013/14
Sezon 2012/13
Sezon 2011/12
Sezon 2010/11
Sezon 2009/10
Sezon 2008/09
Sezon 2007/08
Sezon 2006/07
Sezon 2005/06
Sezon 2004/05
Medalisci MP


Puchar Polski 2019
Puchar Polski 2018
Puchar Polski 2017
Puchar Polski 2016
Puchar Polski 2015
Puchar Polski 2014
Puchar Polski 2013
Puchar Polski 2012
Puchar Polski 2011
Puchar Polski 2010
Puchar Polski 2009
Puchar Polski 2008
Puchar Polski 2007
Puchar Polski 2006
Puchar Polski 2005
Zdobywcy PP


Liga Mistrzów 18/19
Liga Mistrzów 17/18
Liga Mistrzów 16/17
Puchar CEV 14/15
Liga Mistrzów 13/14
Liga Mistrzów 12/13
Liga Mistrzów 11/12
Puchar CEV 10/11
Puchar CEV 09/10


O nas
Wygaszacze ekranu
Puzzle
Tapetki na pulpit
Galeria
Karykatury
Zawodnik miesiaca
Sondy

Tytuł MVP otrzymała cała drużyna

- Benjamin Toniuttii dla "Przeglądu Sportowego"

/FRAGMENTY/




Edyta Kowalczyk: Jak pan sądzi - dlaczego eksperci wybrali pana na MVP sezonu?
Benjamin Toniutti: Myślę, że głównie dlatego, że chcieli wskazać kogoś z drużyny mistrzów Polski. Jak wiele razy podkreślałem, na wyróżnienia zasłużył cały nasz zespół. Mimo problemów zdrowotnych, chorób i kontuzji zdołaliśmy zdobyć w Polsce podwójną koronę.

E.Kowalczyk: Wasz trener Andrea Gardini uważa, że siła tkwi w drużynie nie indywidualnościach. Zgadza się pan?
B.Toniutti: Oczywiście. Wspólnie stawiliśmy czoła problemom. Pracowaliśmy na sukces wszyscy w równym stopniu, począwszy od nas zawodników, przez cały sztab, po władze klubu. Przed sezonem kibice, media czy eksperci wskazywali faworytów, sugerując się składami poszczególnych drużyn. Pamiętam, jak w moim pierwszym sezonie w ZAKSIE nikt nie oczekiwał, że zdobędziemy tytuł. Niewiele osób znało mnie, Sama Deroo, Kevina Tillie, a Dawid Konarski przenosił się do Kędzierzyna-Koźla z Asseco Resovii, w której nie zawsze był podstawowym zawodnikiem. A jednak skończyliśmy sezon ze złotem. W kolejnych latach utrzymywaliśmy trzon drużyny i koncentrację, by sięgać po kolejne sukcesy i oby dalej tak było.

E.Kowalczyk: Przed następnym sezonem zmiana w wyjściowej szóstce będzie tylko jedna. David Smith zastąpi Mateusza Bieńka odchodzącego do Cucine Lube Civitanova. Oznacza to jeszcze większą stabilizację składu?
B.Toniutti: W każdym sezonie zmienialiśmy jednego lub dwóch zawodników w szóstce i każdy kto przychodził, bardzo szybko łapał filozofię gry ZAKSY. Nawet jeśli ktoś późno dołączał do zespołu po sezonie reprezentacyjnym. Tak samo było teraz w przypadku Łukasza Kaczmarka i Olka Śliwki, którzy do nas doszli. Jeśli chodzi o Mateusza, myślę, że dla niego nadszedł czas, by spróbować czegoś nowego. Trafi do silnej drużyny i oby poradził sobie równie dobrze jak w ZAKSIE. A przyszły sezon? Poziom ligi będzie jeszcze wyższy.

E.Kowalczyk:Sam Deroo wspominał, że dla niego momentem zwrotnym był drugi półfinałowy mecz w Zawierciu, gdy przegrywaliście już 0:2 w setach i byliście o krok od pożegnania się z finałem.
B.Toniutti:: Takich momentów było sporo, ale rzeczywiście ten jest najbardziej znamienny. Pomyśleliśmy sobie: „Cholera, przecież na 90 procent za chwilę pożegnamy się z marzeniami o złocie”. Nie mieliśmy nic do stracenia, więc trzeba było wrócić do gry i doprowadzić do trzeciego spotkania. Kiedy odwróciliśmy wynik z 0:2 na 3:2, wiedziałem, że to nas zbudowało na tyle, by sięgnąć po tytuł.

E.Kowalczyk: Czy to był najtrudniejszy do wywalczenia tytuł spośród wszystkich, które zdobył pan z ZAKSĄ?
B.Toniutti:: Myślę, że tak. W moim pierwszym sezonie kontrolowaliśmy sytuację w finale i szybko pokonaliśmy Asseco Resovię trzy razy po 3:0. W drugim obowiązywały te dziwne zasady rodem z europejskich pucharów z dwumeczem i „złotym setem”. Dlatego po wygranej 3:0 w Bełchatowie w drugim meczu finałowym u siebie po dwóch wygranych setach mogliśmy cieszyć się z tytułu. W zakończonych rozgrywkach byliśmy już nad przepaścią w spotkaniu w Zawierciu, ale i w ostatnim spotkaniu finałowym. Przecież w dniu meczu rano nie trenował z nami „Bieniu”, który był w szpitalu pod kroplówką.

Źródło: "Przegląd Sportowy"
Rozmawiała:Edyta Kowalczyk